Podsumowanie Czerwca


Czas na podsumowanie czerwca. Jeżeli chodzi o mnie, to mogę zaliczyć ten miesiąc do naprawdę udanych miesięcy, może nie zrobiłem tylu kilometrów ile w poprzednich, ale jestem z siebie zadowolony w 100%. Całkowita aktywność w czerwcu zamyka się w 427 km, z czego 290 km to samo bieganie zaś kolarstwa było 76 km, pływanie to ponad 2 km i chodzenie to 1 km. Mam też mały dylemat, gdyż zaliczyłem inne sporty, ale to był start w triathlonie, wiec nie doliczam ich do głównych statystyk, chociaż powinienem. Zaliczyłem cztery starty w zawodach, najważniejszy był dla mnie start w triathlonie, był to mój debiut, wiec nie chciałem dać plamy, ale zacznę od początku. Pierwszy ze startów to udział w Pelplinie na dystansie 10 km był to Bieg Papieski. Tutaj pomimo słabej pogody (było deszczowo) udało mi się wskoczyć na podium, 3 miejsce w kat wiekowej i 12 open z czasem 38:00. uważałem to za mały sukces, zresztą każde podium dla mnie to sukces, pomimo że nie pracuje tyle nad szybkością, bardziej skupiam się nad wytrzymałością.
Drugi ze starów to nocny bieg świętojański, szczerze powiem, że nie planowałem tego startu, ale jako iż udało mi się wygrać pakiet u jednego z partnerów biegu, wziąłem udział. Jeszcze przed samym startem wydrukowałem kartę do odebrania numeru, jak się okazało, zostałem przydzielony do ostatniej strefy (pomarańczowej). Nie wiem, czemu tak było, ale cóż wystartowałem z ostatniego rzędu, chociaż w zgłoszeń wybrałem 38 min, trudno stało się, pomimo ostatniej strefy wykręciłem fajny czas 38:43, co dało mi miejsce w pierwszej setce zawodników. Byłem z siebie zadowolony. Wyprzedziłem masę zawodników, co sprawiało mi ogromną frajdę, kto wie, co by było, jak bym miał lepszą strefę.


Trzeci ze startów to bieg w Żarnowcu z cyklu Kaszuby Biegaja. Ktoś by powiedział, że nie jestem normalny i dzień przed triathlonem, startuje w zawodach. Nie ma co się dziwić, nalezę w końcu do szalonej ekipy z Gdańska. Na te zawody obrałem jeden cel nie zaorać się na maksa, więc wszystkie podbiegi na trasie odpuściłem. Cel czasowy był w głowie, ale szybko z niego zrezygnowałem. Jako że trasa nie należała do szybkich, bardziej przełajowa, ukończyłem ją z czasem 41:34, co dało mi trzecie miejsce w kat. To był dla mnie znak, że w Elblągu będzie dobrze. Kolejny mały sukces, który cieszy. W końcu przyszedł czas na drugi najważniejszy start w tym sezonie. Przygotowywałem się do niego sporo, tak samo, jak do maratonu, ale triathlon to co innego.

Elbląg przywitał nas wspaniałą pogodą. Czułem się świetnie, cały czas chodziłem naładowany pozytywną energią. Wszystko szło dobrze, jak wiecie, nie jestem dobrym pływakiem, ale byłem z siebie naprawdę zadowolony. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, w jakim czasie pokonałem 950 m, ale jak zobaczyłem wyniki, było dobrze 27 min, kolejny sukces. Dla mnie już wtedy było wiadome, że jak pokonam pływanie, reszta pójdzie sama. Trasę kolarską zaliczam w 1:31, w końcu mogłem poszaleć na rowerze. Sam bieg wypadł najlepiej, wiedziałem, że u jestem mocny, naprawdę mocny, 10,5 km udało mi się pokonać z czasem 44:32, co dało mi 31 miejsce w samym biegu. Całkowity czas zmagań to 2:49:15, jak dla mnie jest to zwycięstwo, czułem się wtedy spełniony. Nie ważne, że ukończyłem prawie jeden z ostatnich, ale sam udział w takich zawodach to już życiowy sukces. Polecam każdemu, kto chcę zadebiutować w tri, Elbląg jest wspaniałym miejscem na debiut. Tak wyglądał miesiąc Gdańskiego Biegacza. Czy będą kolejne sukcesy ? Jedno jest pewne, już wygrałem i mogę jeszcze wygrać, ale tylko poprzez ciężką pracę. Teraz będę startował w cyklu Kaszuby Biegaja, gdzie jestem zapisany na cały sezon i spotkacie mnie jako pacemaker w Maratonie Solidarności na czas 3:15, tych, którzy czuja się na siłach zapraszam do grupy, zrobię wszystko by dobrze was poprowadzić w maratonie.

Komentarze

Popularne posty